Karol Fjałkowski nadal zaprzecza sam sobie w kolejnej debacie z apologetą chrześcijańskim
15 lutego 2025 w Gdańsku odbyła się debata światopoglądowa pomiędzy Karolem Fjałkowskim i Stefanem Gustavssonem. Fjałkowski jest stosunkowo dobrze znanym w małym środowisku polskich ateistów internetowych krytykantem chrześcijaństwa. Fjałkowski podaje się za sceptyka i nihilistę, choć jego poglądy są niespójne i można je co najwyżej uznać za pokraczną karykaturę tego, co z reguły uchodzi za sceptycyzm i nihilizm (Fjałkowski często definiuje sobie pojęcia na swój prywatny użytek, niezgodnie ze słownikiem). Z kolei Stefan Gustavsson jest szwedzkim apologetą chrześcijańskim. Został przedstawiony jako aktywny działacz w tej dziedzinie w całej Skandynawii, wykładowca na dwóch uniwersytetach, mówca podróżujący i jako autor wielu książek. Debata odbyła się w języku angielskim. Tradycyjnie, podaję precyzyjne odnośniki czasowe do tych momentów debaty, które komentuję. To po to, aby każdy mógł sprawdzić sobie, że nie walczę z chochołami i nie przypisuję mówcom tez, których oni nigdy nie wypowiedzieli. Debata została zatytułowana: Czy chrześcijaństwo jest najlepszą opcją? Niniejszy tekst jest moim apologetyczno polemicznym komentarzem do rzeczonej debaty pomiędzy Karolem Fjałkowskim i Stefanem Gustavssonem, który w debacie bronił tezy, że chrześcijaństwo wciąż jest najlepszą opcją światopoglądową we współczesnym świecie. Komentuję film zamieszczony na kanale youtubowym Teistacji, będący wiernym zapisem tej debaty.
Na samym początku (od 8:50) w swej mowie otwierającej Gustavsson słusznie zauważa, że ciężar dowodu spoczywa nie tylko na teiście, ale także i na sceptyku, który również powinien uzasadnić swe stanowisko gdy zaprzecza wiarygodności chrześcijaństwa. Każdy jest wierzący i powinien uzasadniać swe argumenty, bez względu na to czy wierzy w istnienie Boga, czy nie.
Od 9:56 Gustavsson krytykuje scjentyzm, czyli przekonanie, że poza wiedzą naukową nie istnieje wiarygodna wiedza. Skoro nauka nie wykrywa Boga, to zdaniem scjentystów Bóg nie istnieje. Jednak scjentyzm jest przekonaniem błędnym. Nauka poznaje tylko naturę, a Bóg jest stwórcą całej natury i pozostaje poza nią. Bóg jest poza czasem, materią i przestrzenią. Poza tym mamy mnóstwo wiedzy, która nie pochodzi z nauki. Na przykład nasza osobista wiedza o nas samych nie pochodzi z nauki. Możemy mieć zatem wiedzę o Bogu, która nie pochodzi z nauki.
Od 11:02 Gustavsson mówi o sceptycyzmie. Sceptycyzm jest przydatnym narzędziem do wykorzeniania przesądów, ale użyty zbyt radykalnie może podkopać wszystko, z samym rozumem włącznie.
Od 17:26 Gustavsson omawia zagadnienie wartości moralnych. Bez Boga nie ma sensu mówić o jakichkolwiek wartościach, o dobru i złu i tak dalej. W świecie bez Boga istnieją tylko cząsteczki i fizykalne relacje między nimi. Nie ma miejsca na uzasadnienie wartości moralnych i etycznych w takim świecie.
W swojej mowie otwierającej Fjałkowski czepia się o to, że istnieją różnice denominacyjne w chrześcijaństwie (od 27:18). Jednak nie jest to żaden argument. Z tego, że istnieją podróbki pieniędzy nie wynika wcale to, że nie możemy odróżnić fałszywych pieniędzy od prawdziwych. Wynika z tego co najwyżej to, że Fjałkowski nie wiedziałby jak to zrobić. Poza tym Fjałkowski kłamie wyolbrzymiając, że denominacje chrześcijańskie są ze sobą niezgodne niemal we wszystkim (od 27:22 do 27:27). Nie jest to prawdą. Denominacje chrześcijańskie dużo bardziej się ze sobą zgadzają niż nie zgadzają. Główne różnice między nimi dotyczą w zasadzie zagadnień peryferyjnych, takich jak kwestie autorytetu w Kościele etcetera. Pomijając oczywiście marginalne i nieortodoksyjne sekty pseudochrześcijańskie, takie jak świadkowie Jehowy, które do ortodoksyjnego nurtu chrześcijańskiego nie zaliczają się i nigdy się nie zaliczały.
Od 27:35 do 27:40 Fjałkowski wyraźnie nawiązuje do Kościoła Katolickiego, który może pochwalić się pochodzeniem swej hierarchii kapłańskiej aż od apostołów. Jednak według Fjałkowskiego wartość ta jest przekreślona przez rzekome zepsucie tejże hierarchii. Fjałkowski znowu tu manipuluje słuchaczami i myli niezwiązane ze sobą kwestie. Ewentualne zepsucie hierarchii kościelnej nie przekreśla jej autorytetu i legitymizacji. Było tak już od samego początku. Święty Piotr trzykrotnie wyparł się Jezusa i mimo to Jezus ustanowił go głową pierwotnego Kościoła. Nie było żadnego problemu. To jest taki absolutny elementarz, którego Fjałkowski permanentnie nie rozumie.
Od 28:12 do 30:05 Fjałkowski powtarza od nowa te same bzdury o radykalizmie chrześcijańskim w naukach Jezusa, które Fjałkowski powtarzał w wielu innych swoich wystąpieniach. Jednak z wielu stron wykazywano już Fjałkowskiemu (robiliśmy to również my), że nie rozumie on radykalizmu chrześcijańskiego, jako ideału, do którego trzeba dążyć, ale nie zawsze uda się go osiągnąć. Fjałkowski nie rozumie nauki Jezusa. Właśnie dlatego odpadł od wiary chrześcijańskiej. Gustavsson odniesie się zresztą polemicznie również i do tego.
Od 28:50 Fjałkowski znowu manipuluje faktami gdy stwierdza, że Jezus przebaczył kobiecie cudzołożnej zamiast jej męża, który jako pierwszy powinien jej przebaczyć. Jednak Fjałkowski znowu przeinacza tu prawdę. Po pierwsze w perykopie o kobiecie cudzołożnej nie ma żadnej informacji o tym, że ladacznica przyłapana na cudzołóstwie w ogóle miała jakiegoś męża. Sami sprawdźcie, jak nie wierzycie (J 8,1-11). Zwrócił na to później uwagę też Gustavsson, który odpowiedział Fjałkowskiemu w tym punkcie. Zgodnie z nauką biblijną nie trzeba być niczyim małżonkiem, aby uprawiać cudzołóstwo. Uczył o tym już Stary Testament (Kpł 20,10). Uczył o tym bardzo wyraźnie też Jezus (Mt 5,28). Po drugie, to właśnie Jezus miał jako pierwszy wybaczyć kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie, gdyż jest jej stwórcą. Grzechy powinny być w pierwszej kolejności wybaczane przez Tego, który stworzył grzesznika. To oczywiste i logiczne. Fjałkowski znowu nie rozumie elementarza i próbuje zabłysnąć przy pomocy tanich i efekciarskich chwytów, które wbrew pozorom nie mają nic wspólnego z prawdziwą spostrzegawczością i erudycją.
Od 29:00 Fjałkowski czepia się Boga o to, że wykorzystał Judasza do zrealizowania swych planów. Jednak Bóg do niczego nie przymuszał Judasza. Bóg po prostu wpasował swe plany w wolne i dobrowolne decyzje, które podjął Judasz. Fjałkowski znowu nie zrozumiał tych kilku prostych spraw. Fjałkowski nie ma zresztą żadnych podstaw moralnych ku temu, aby krytykować Boga. Jako rzekomy nihilista Fjałkowski może jedynie kraść podstawy moralne z chrześcijaństwa, które nieudolnie krytykuje. Jest to oczywiście brak konsekwencji u Fjałkowskiego. Podkreśla to wielu krytyków Fjałkowskiego i my też zwracaliśmy na to niejednokrotnie uwagę. Fjałkowski w sposób bardzo płytki i powierzchowny chaotycznie skacze po różnych kwestiach, zarzucając to i owo Jezusowi oraz Bogu. Jednak każda z tych kwestii doczekała się oddzielnie głębokiego omówienia. Fjałkowski uprawia więc typowy galop Gisha w swoim stylu, mieszając wiele kwestii i licząc na to, że oponent nie będzie miał czasu odnieść się do wszystkiego po kolei. Jest to typowa dla Fjałkowskiego taktyka.
Od 29:26 Fjałkowski znowu manipuluje etyką Bożą, mieszając ją z przykazaniami danymi ludziom i zarzucając Bogu, że karze grzeszników wymagając jednocześnie od ludzi, aby przebaczali swoim wrogom. Fjałkowskiemu znowu się coś mocno poplątało albo po prostu znowu manipuluje. Jeśli sędzia skazuje zabójcę na karę śmierci, to nie oznacza to, że sędzia jest mordercą. Sędzia po prostu przeprowadza sprawiedliwy osąd. Tak samo robi Bóg. Wybacza nawróconym grzesznikom, ale czas na nawrócenie i uniknięcie kary Bożej nie jest nieskończony. Fjałkowski właśnie w ten sposób ciągle manipuluje faktami, że miesza ze sobą kategorie, które w ogóle nie są ze sobą powiązane, choć pozornie są one ze sobą tożsame, co wynika ze zmanipulowanego sposobu, w jaki Fjałkowski te kwestie przedstawia.
Od 29:35 do 33:00 Fjałkowski w typowy dla siebie sposób manipuluje teologią odkupienia, którą infantylnie spłyca i karykaturuje, co jest zresztą bardzo charakterystyczne dla ateistów. Było na to już wiele odpowiedzi ze strony apologetów chrześcijańskich, nawet na tym samym kanale Teistacji:
https://youtu.be/-7pNPbBsgoo?si=7r1hK0ebaZOtZh3f
Od 30:05 do 33:00 Fjałkowski czepia się Boga o to, że stworzył On świat dla swojej chwały. A dla czyjej chwały Bóg miał stworzyć świat? Dla chwały Fjałkowskiego? W takich sytuacjach dość dobrze widać, jak wielką rolę odgrywa humanistyczny antropocentryzm w krytykanctwie takich ateuszy jak Fjałkowski. Warto pamiętać o egocentrycznej, roszczeniowej i skrajnie antropocentrycznej postawie ateistów, bo to właśnie ona jest kluczem do zrozumienia ich nieustannych pretensji w stosunku do Boga. Pamiętajcie o tym zawsze, gdy czytacie lub słuchacie pretensji ateistów wobec Boga.
Od 33:34 Fjałkowski manipuluje jeszcze w innej kwestii. Otóż twierdzi on, że chrześcijanie tłumią pytania i wątpliwości, aż nie znajdą odpowiedzi na nie. Oczywiście jest to kolejne serwowanie nieprawdy w wykonaniu Fjałkowskiego. Nikt nie zabrania chrześcijanom mieć pytań i wątpliwości. Wręcz przeciwnie. Przez stawianie czoła wyzwaniom i pokonywanie przeszkód wiara chrześcijańska się umacnia i krzepnie. Fjałkowski żyje w krainie swoich fantazji i chochołów, które nie mają nic wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem.
Od 34:10 Fjałkowski czepia się o to, że Bóg w Biblii raczej regulował niż zakazywał niewolnictwa. Jest to to kolejne interpretowane przez ateistów bardzo płytko zagadnienie, którego Fjałkowski nie rozumie lub nie chce zrozumieć. Odpowiadaliśmy na to wyczerpująco już tutaj:
https://www.apologetyka.info/ateizm/czy-bog-pochwala-niewolnictwo,1611.htm
Od 34:30 Fjałkowski zachwyca się takimi jak Pinker, Harris, Sapolsky, którzy rzekomo obalili istnienie wolnej woli (Fjałkowski mówi to po to, aby usprawiedliwić odrzucenie wyrzutów sumienia za trwanie w grzechu). Jednak tacy jak Harris i Sapolsky nigdy nie obalili istnienia wolnej woli. Krytykę Sapolsky'ego można przeczytać choćby tutaj:
Robert Sapolsky is Wrong
https://quillette.com/2023/11/06/robert-sapolsky-is-wrong/
Robert Sapolsky is Determined to be Wrong
https://voegelinview.com/robert-sapolsky-is-determined-to-be-wrong/
Fjałkowski jest ewidentnie zacofany w tematyce wolnej woli i nie wie, że zarzuty Sapolsky'ego przeciw istnieniu wolnej woli zostały obalone. Ateiści pokroju Sapolsky'ego chcą pozbyć się odpowiedzialności za swe grzechy i dlatego stworzyli sobie wymówkę, że wolna wola rzekomo nie istnieje. Są tacy, jakimi stworzył ich Bóg i to nie ich wina, że grzeszą, ale wina Boga. Fjałkowski wprost przyznał to w debacie z Gustavssonem (od 34:46 do 34:55).
Jednak nawet ci bardziej uczciwi i zaprawieni intelektualnie ateiści obalają płytką retorykę przeciwników wolnej woli. Jednym z takich ateistów jest Mark Balaguer, który napisał książkę pt. Czy mamy wolną wolę? Książka ta została wydana już po polsku (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2023 rok). Co prawda autor wykorzystuje swą książkę również do tego, aby przemycić kilka krytycznych wobec religii idei (łatwo te zarzuty odeprzeć), niemniej jednak jego książka broniąca wolnej woli jest najlepszą jak do tej pory pracą dotyczącą tego zagadnienia, z którą miałem do czynienia. Warto tu jeszcze dodać, że krytykowanie przez Fjałkowskiego idei wolnej woli jest samowywrotne i wewnętrznie sprzeczne. Jeśli Fjałkowski nie ma wolnej woli, to po prostu nie wie co mówi i nie ma żadnej wolności ku temu, aby to zweryfikować. Po prostu plecie to, co mu dyktują niekontrolowane w jego mózgu procesy biochemiczne. Nie da się zjeść ciastka i mieć je nadal, kolego Fjałkowski. To właśnie chce zrobić Fjałkowski, który od 34:30 przekonuje nas, że wolna wolna nie istnieje, po czym dosłownie za chwilę mówi, że każdy może dobrowolnie odrzucić dowolny światopogląd, być wolnym lub wybrać jakiś inny światopogląd (od 35:20 do 35:56). Ale przecież to wszystko, czyli wybieranie, odrzucanie i bycie wolnym jest właśnie owocem wolnej woli, której istnieniu ten sam Fjałkowski zaprzecza. Jak widać, dla Fjałkowskiego nie ma żadnego problemu w tym, aby zaprzeczać sobie samemu w wypowiedziach, które występują dosłownie obok siebie. Fjałkowski jest totalnie niespójny, ale kto by się tym przejmował. Ważne, że bezkrytyczna sekta jego wyznawców jest upojona i zachwycona do nieprzytomności. Nic innego się nie liczy. Warto jeszcze dodać, że w swej mowie wstępnej Fjałkowski co chwilę mówi o odrzucaniu chrześcijaństwa - rejecting. Jak można coś odrzucić nie mając wolnej woli? Spytajcie Fjałkowskiego. On też nie wie. Zainteresowanych bardziej zagadnieniem wolnej woli odsyłam do wyżej wspomnianej książki Marka Balaguera i do naszego tekstu polemicznego odnoszącego się do kwestii wolnej woli:
https://www.apologetyka.info/ateizm/obrona-wolnej-woli,1227.htm
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TF/jl_wolnawola2019
W swej replice na wystąpienie Fjałkowskiego Gustavsson słusznie zauważył (od 36:55 i od 43:18), że wywody Fjałkowskiego są niespójne i irracjonalne. Nie można sobie wybrać z chrześcijaństwa tylko tego, co wygodne, odrzucając resztę. Chrześcijaństwo jest prawdziwe tylko jako niepodzielna całość albo wcale. Jeśli Bóg chrześcijański nie istnieje, to nie ma sensu mówić o tym, że chrześcijaństwo przedstawia jakiekolwiek godne uwagi prawdy. Nie ma na przykład sensu zaprzeczać prawdziwości chrześcijaństwa i jednocześnie zapożyczać z niego pogląd o godności człowieka, bo w chrześcijaństwie godność człowieka i jego prawa biorą się z kolei z poglądu, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo i nie jesteśmy jedynie przypadkowym produktem materii. Jeśli wyrzucimy Boga z chrześcijaństwa, to nie ma najmniejszego sensu mówić o rozróżnieniu między dobrem i złem, gdyż to Bóg jest źródłem tego rozróżnienia. Mao Tse Tung odrzucił Boga i sam decydował o tym, co jest dobre, a co złe (Gustavsson cytuje jego wypowiedź w czasie debaty). Ale to nie jest żaden wyznacznik dobra i zła.
Od 39:46 Gustavsson zwraca uwagę na to, że Fjałkowski przekręca nauki Jezusa. Jezus nie pogardzał swoimi rodzicami, przeciwnie, nakazał ich czcić, powołując się na Stary Testament (czwarte przykazanie - patrz Mt 15,4; 19,19; Mk 7,10; 10,19; Łk 18,20). Gustavsson słusznie zauważył też, że Fjałkowski nie rozumie hiperboli w naukach Jezusa (hiperbola jest zamierzoną przesadą jako środek literacki, który ma coś wyakcentować i mocno podkreślić). Ponadto Jezus miał prawo żądać od swych uczniów, aby stawiali Go ponad wszystko. Jest przecież ich Bogiem i Zbawicielem. Nie ma żadnego sensu wynoszenie własnych rodziców ponad Boga, którzy to rodzice są jedynie stworzeniem Bożym. Ale z tego przecież nie wynika, że Jezus naucza o pogardzie dla rodziców, jak sugeruje Fjałkowski. Aż dziw bierze, że Fjałkowski nie rozumie takiego prostego elementarza.
Gustavsson zwrócił też uwagę na to, że Fjałkowski zmanipulował nauczanie Jezusa o wydawaniu dobrych owoców przez liderów wspólnot. Według Fjałkowskiego liderzy wszystkich wspólnot wydają jakieś dobre owoce. Jednak Gustavsson ripostował, że Jezus mówił także o innych kryteriach oceny liderów wspólnot, na przykład o zgodności całokształtu doktryny z prawdą (od 40:58). Gustavsson zauważył też to samo, na co ja już wcześniej zwróciłem uwagę, a mianowicie, że w przypadku ewangelicznej perykopy o kobiecie cudzołożnej nic nie czytamy w tej perykopie o tym, że miała ona męża.
Od 41:40 Gustavsson demaskuje płyciznę myślenia u Fjałkowskiego w kwestii karania przez Boga za moralne zło. Jednak tak funkcjonują nawet ludzkie wymiary sprawiedliwości, które nie pozwalają, żeby zło uchodziło komuś płazem. Tym bardziej więc nie powinien pozwalać na to nieskończenie sprawiedliwy Bóg. Krzyż Chrystusa był najdoskonalszym z możliwych wynagrodzeniem za zło ludzkości.
Od 47:30 Fjałkowski ośmiesza się do reszty i wpada w całkowitą niespójność twierdząc, że nie wypowiada żadnych negatywnych stanowisk, ani w ogóle nie wypowiada on rzekomo żadnego stanowiska, choć przecież robi to przez całą debatę. Czy stanowisko Fjałkowskiego, zgodnie z którym nie wypowiada on żadnego stanowiska, też nie jest stanowiskiem? Ocenę tej absurdalnej wewnętrznej sprzeczności w wypowiedziach Fjałkowskiego pozostawiam wam. Tę niekonsekwencję wytknął zresztą Fjałkowskiemu jeden ze słuchaczy zasiadający w gronie publiczności, kiedy nadszedł czas na pytania od widzów. Nie było na to żadnej odpowiedzi ze strony Fjałkowskiego, czyli możemy uznać, że ten zarzut pozostaje jak najbardziej w mocy.
Od 51:44 Fjałkowski próbuje zrównywać panteistyczne wyjaśnienie porządku Wszechświata z chrześcijańskim wyjaśnieniem porządku Wszechświata. Jednak panteizm to wciąż teizm, a nie ateizm. Fjałkowski nie odparł zatem teistycznych argumentów Gustavssona w tej materii. Panteistyczny światopogląd nie jest ateizmem, ale teistycznym holizmem. Fjałkowski powołuje się na Spinozę, ale Spinoza nie był ateistą lecz teistą. Od 52:53 Fjałkowski powołuje się na Hegla, ale sam Fjałkowski wspomina, że pogląd Hegla o pochodzeniu świata był duchowy, a tym samym nie materialistyczny. Fjałkowski w ogóle nie odniósł się do argumentu Gustavssona o wzroście informacji genetycznej, która jest aperiodyczną i niekompresowalną formą porządku. Fjałkowski myli się też mniemając, że wystarczy samo wskazanie na alternatywne możliwości powstania świata i życia. Problem w tym, że wskazane przez Fjałkowskiego możliwości alternatywne są do kitu. Żadna z nich nie wyjaśnia ogromnej ilości informacji biologicznej w DNA, o której wspomniał Gustavsson (od 15:55). Fjałkowski błędnie wnioskuje, że wystarczy wskazać na alternatywną możliwość. Nie wystarczy. Trzeba tę możliwość jeszcze uzasadnić. Tego Fjałkowski oczywiście nie zrobił. Istnieje nieskończona ilość możliwości alternatywnych, które są ze sobą sprzeczne lub bezzasadne. Nic z tego po prostu nie wynika. Fjałkowski nic nie uzyskał odpowiadając Gustavssonowi, że istnieją jakieś możliwości alternatywne. To jest tylko pusty frazes i wybieg służący Fjałkowskiemu do tego, żeby wymigać się przed argumentacją Gustavssona i sprawiać pozorne wrażenie, że niby na tę argumentację odpowiedział. W rzeczywistości nie odpowiedział.
Od 53:30 Fjałkowski próbuje polemizować z tezą Gustavssona, że chrześcijaństwo zaszczepiło kod moralny na świecie, zwłaszcza w cywilizacji zachodniej. Fjałkowski stwierdza sobie zupełnie arbitralnie i subiektywnie, że chrześcijański kod moralny rzekomo zawiódł w świecie zachodnim. Jednak taka odpowiedź Fjałkowskiego jest po prostu nie na temat. Nie wyjaśnia on też co rozumie przez termin „zawiódł” (failing), co zarzucił mu potem również jeden ze słuchaczy zasiadający wśród publiczności. Chrześcijański kod moralny wciąż obowiązuje w cywilizacji zachodniej i jest jej fundamentem, z czego wcale nie musi wynikać, że wszyscy ludzie żyjący w tym obszarze kulturowym wzorowo go przestrzegają lub do niego dorastają. To są dwie całkowicie odrębne kwestie, których Fjałkowski od siebie nie odróżnia. Znowu się Fjałkowskiemu wszystko pomieszało w sprawach ewidentnie podstawowych i elementarnych.
Od 58:42, w czasie bezpośredniej wymiany zdań między Fjałkowskim i Gustavssonem doszło do ponownej polemiki na temat epizodów ewangelicznych, które przywoływał Fjałkowski. Gustavsson słusznie zauważył, że Fjałkowski źle zrozumiał fragment z 10 rozdziału Ewangelii Marka, gdzie Jezus mówi, aby zostawić wszystko i pójść za Nim. Jednak Gustavsson odnotował, że w czasie gdy padają te słowa Jezusa Piotr wciąż ma dom, w którym przebywa Jezus i Piotr nie porzuca swego domu. Jezus w tym domu nawet uzdrawiał. Gdy Piotr ruszył w podróż misjonarską, to też nadal nie porzucił swojej rodziny, o czym czytamy w Pierwszym Liście do Koryntian świętego Pawła. Gustavsson ponownie podkreślił, że w kulturze żydowskiej miłość do Boga była ważniejsza niż miłość do człowieka (w tym do własnej rodziny). Bóg jest ponad wszystkim. Apostołowie wiedzieli, że mają do czynienia z wcielonym Bogiem i dlatego żądanie Jezusa, aby zostawili wszystko i poszli za Nim nawet w obliczu cierpień i śmierci, było jak najbardziej sensowne (od 1:00:58). Gustavsson świetnie wypunktował to, czego Fjałkowski nie zrozumiał. Fjałkowski nie zrozumiał też dlaczego niewierny Tomasz dostał naganę od Jezusa za swe niedowiarstwo. Nie dlatego, że Tomasz żądał dowodów na zmartwychwstanie Jezusa, ale dlatego, że żądał dowodów pomimo tego, że już je dostał. Fjałkowski zatem błędnie interpretuje ten tekst jako rzekomy przykład pochwały ślepej wiary (od 1:03:45).
Gustavsson odparł też powoływanie się przez Fjałkowskiego na Davida Hume'a w sprawie krytyki cudów. Problem z Humem w kwestii cudów był taki, że Hume z góry założył, że cudów nie ma i potem wyciągnął taki sam wniosek jak jego założenie (od 1:06:08). Jest to błąd logiczny petitio principii, czyli błędne koło we wnioskowaniu, mówiąc prościej.
W 1:18:44-46 Fjałkowski minął się z prawdą w odpowiedzi na zarzut Gustavssona, który zarzucił mu bronienie pozycji, że Boga nie ma. Fjałkowski odpowiedział Gustavssonowi, że nie głosi takiego stanowiska. Jednak to jest właśnie ewidentne rozminięcie się z prawdą w wykonaniu Fjałkowskiego, gdyż w debacie z profesorem Jackiem Wojtysiakiem Fjałkowski w ostatnim zdaniu swej mowy wstępnej do tejże debaty wygłosił mniej więcej takie właśnie stanowisko, stwierdzając, że Bóg jest jedynie ludzkim wymysłem. To samo Fjałkowski stwierdził w ostatnim zdaniu swej mowy końcowej w debacie z Wojtysiakiem, stwierdzając, że Bóg jest jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni.
Od 1:19:00 Fjałkowski przyznaje Gustavssonowi rację, że jeśli nie ma Boga, to nie mamy żadnych podstaw do rozróżnienia między dobrem i złem. Jednak szybko się Karolkowi odwidziało, bo za chwilę (od 1:20:38) zaczyna w kółko pytać Gustavssona o to, skąd wiemy, że mamy takie rozróżnienie jeśli Bóg istnieje. Gustavsson podaje szereg dobrych argumentów, których Karolek oczywiście nie chce przyjąć do wiadomości i zachowuje się jak niedorozwinięte umysłowo dziecko ze szkoły specjalnej, które bez końca pyta nauczyciela o to, skąd wiemy, że dwa plus dwa daje cztery. Gustavsson ze względu na brak czasu nie odpowiedział Fjałkowskiemu w sposób wyczerpujący na pytanie o to, skąd wiemy, że Bóg jest dobry. Ja to zrobię. Wynika to w sposób pewny z logicznej dedukcji. O tym, że Bóg jest dobry wiemy od Niego samego. Skąd wiemy, że Bóg mówi w tej kwestii prawdę? Dla Boga kłamanie jest nie tyle fizyczną niemożliwością (gdyby chciał byłby w stanie to zrobić), co logiczną sprzecznością. Jednym z atrybutów Boga jest prawda. Bóg jest nie tylko prawdomówny, ale jest prawdą samą w sobie, co oznacza, że gdyby Bóg skłamał to byłby jednocześnie prawdą i fałszem. A to byłoby właśnie logiczną sprzecznością. Dlatego Bóg nie może kłamać z przyczyn formalnych (logicznych). Oczywiście tacy domorośli teologowie jak Fjałkowski nie znają takiego teologicznego elementarza i dlatego w kółko pytają się niczym dziecko ze szkoły specjalnej o to, skąd wiemy, że dwa plus dwa daje cztery.
Od 1:25:54 Fjałkowski znowu zaczyna okłamywać Gustavssona i publikę, że on niby nie proponuje żadnego punktu widzenia w dyskusji. Oczywiście to zapewnienie Fjałkowskiego stoi w całkowitej sprzeczności z tym, co robi on przez całą debatę, gdzie właśnie non stop zajmuje jakieś stanowisko. Gustavsson trafnie wypunktował tę sprzeczność i hipokryzję u Fjałkowskiego, pytając go: „Więc dlaczego prowadzimy tę debatę?” (why do we have a debate?). Fjałkowski zaczął się po tym pytaniu mętnie tłumaczyć i odwracać kota ogonem, że to dlatego mamy tę debatę, że Gustavsson coś twierdzi. Ale to nie zmienia niczego w tym, że Fjałkowski też cały czas coś twierdzi, a nawet twierdzi dużo więcej niż Gustavsson. Gustavsson słusznie określił wywijanie się Fjałkowskiego od podawania podstawy dla swej krytyki jako „dziecięce gierki” (1:26:45-46). Gustavsson słusznie też skontrował Fjałkowskiego gdy powiedział mu, że ludzie, którzy jedynie krytykują i twierdzą, że nie muszą proponować żadnej alternatywy, w rzeczywistości cały czas to robią na przeróżne sposoby (od 1:29:13). Oczywiście, że tak. Fjałkowski nie jest tu żadnym wyjątkiem i on też proponuje mnóstwo alternatyw przez całą debatę, jak choćby w przypadku alternatywnych wyjaśnień porządku we Wszechświecie (od 52:53), licząc na to, że ludzie nie zorientują się lub zapomną. Ale nie zapominamy.
Od 1:30:42 Gustavsson dosłownie przygwoździł Fjałkowskiego, aż ten ostatni się zająknął. Otóż Karolek wymyślił sobie taki tani wykręt, że on niby nie musi uzasadniać żadnego swojego światopoglądu, on może sobie jedynie wybierać z różnych światopoglądów co mu pasuje i co jest dla niego najlepsze. Gustavsson odparował na to bardzo celnie i rezolutnie, że w takim razie Fjałkowski ma obowiązek uzasadnić, czemu powinniśmy coś wybierać z różnych światopoglądów. Brawo panie Gustavsson. Fjałkowski znowu został zagięty. Takie tanie chwyty i sztuczki u Gustavssona nie przejdą. U nas też nie.
Od 1:31:17 po przebrnięciu przez tanie chwyty i wykręty Fjałkowskiego Gustavsson ponownie wraca do sedna zagadnienia i zauważa, że jeśli Fjałkowski chce debatować, to nie ma wyjścia i musi zająć jakąś pozycję światopoglądową. Bez tego nie ma debaty. I nic nie da Fjałkowskiemu wykręcanie się, że jego punkt widzenia jest tylko kombinacją elementów z różnych światopoglądów. To nadal jest światopogląd, tyle tylko, że co najwyżej możemy go nazwać światopoglądem kombinatorycznym. Nie ma osoby bez światopoglądu, taka sytuacja jest niemożliwa i Fjałkowski nie jest żadnym wyjątkiem pod tym względem, choć on i sekta jego wyznawców bardzo chcieliby w to wierzyć. Brawo panie Gustavsson. Po raz drugi. Fjałkowski nie był w stanie się już wykręcić z tego, na czym Gustavsson go tu przyłapał, uprawiając jedynie puste gierki słowne, które pomogły Fjałkowskiemu nie więcej niż umarłemu kadzidło.
Od 1:34:20 Fjałkowski stwierdza, że jeśli czegoś się w życiu nauczył, to tego, że zasada niesprzeczności działa. Znowu Fjałkowski wygłosił jakiś światopogląd, choć przez całą debatę zaprzeczał, że ma jakiś światopogląd. To kolejna sprzeczność u Fjałkowskiego. Opowiedzenie się za zasadą niesprzeczności jest właśnie opowiedzeniem się za jakimś światopoglądem, ponieważ istnieje przeciwny względem zasady niesprzeczności światopogląd znany jako logiki parakonsystentne, które nie uznają zasady niesprzeczności. Poza tym nieco dziwacznie brzmi oświadczenie Karolka, że on niby stosuje się do zasady niesprzeczności i nie akceptuje sprzecznych poglądów (1:34:26-29). Przecież Fjałkowski cały czas łamie zasadę niesprzeczności, gdy na przykład twierdzi, że wolna wola nie istnieje i jednocześnie twierdzi, że może wybierać sobie z różnych światopoglądów i odrzucać co mu się podoba. A to są przecież właśnie akty wolnej woli (wypunktowałem tę sprzeczność u Fjałkowskiego już wyżej). Albo gdy Fjałkowski twierdzi, że rzekomo nie posiada światopoglądu, choć co chwila wygłasza jakiś światopogląd. To są wszystko sprzeczności w twoim światopoglądzie, kolego Fjałkowski. A zatem twierdzenie, że Fjałkowski stosuje się do zasady niesprzeczności brzmi jak tragikomiczny żart. Łukasz Nysler wypomniał Fjałkowskiemu w czasie debaty z nim (patrz mowa końcowa Nyslera), że światopogląd Fjałkowskiego jest tylko chaotycznym i niespójnym zlepkiem sprzecznych punktów widzenia. To prawda. I tylko wyznawcy z sekty Fjałkowskiego tego nie widzą. Osoby spoza tej sekty widzą to doskonale.
W 1:34:52-54 Fjałkowski zadaje Gustavssonowi wyjątkowo głupie pytanie i pyta go czemu mamy mieć podstawę dla swych poglądów. Odpowiem ci Karolku: właśnie po to, żeby nie wygadywać takich bzdur jak ty to robisz, bo w tej sytuacji te bzdury w niczym nie różnią się od zaprzeczenia tym bzdurom. Wszystko to jest tak samo bezpodstawne i nieuzasadnione. Bez różnicy. Poza tym w tej kwestii Fjałkowski znowu zaprzeczył sam sobie. Jeśli podstawa dla danego poglądu jest dla Fjałkowskiego niby nieistotna, to po co pyta on Gustavssona o podstawę dla poglądu Gustavssona, że trzeba mieć jakąś podstawę? Gustavsson zresztą odpowiedział Fjałkowskiemu dalej (od 1:35:42), że podstawę trzeba mieć właśnie po to, żeby być spójnym, powołując się na przykład społeczeństwa szwedzkiego (Gustavsson jest Szwedem), które odrzuciło chrześcijaństwo i jednocześnie podtrzymuje ono bezpodstawnie chrześcijańską etykę godności człowieka, która to etyka nie ma sensu po odrzuceniu chrześcijaństwa. Fjałkowski nie był w stanie na to odpowiedzieć. Zmienił jedynie temat na inny (błąd logiczny red herring), stwierdzając to samo, co Gustavsson, że w niektórych krajach fundamenty chrześcijaństwa zostały odrzucone (od 1:37:02). Ale to nic nie zmienia w tym, co powiedział Gustavsson. Jego kontrargumentacja przeciw Fjałkowskiemu pozostaje jak najbardziej w mocy, a Fjałkowski się do tego po prostu nie odniósł.
Od 1:48:30 Fjałkowski odpowiadając na pytanie jednego z widzów wśród publiczności stwierdził, że nie jest w stanie rozstrzygnąć, które poglądy religijne i filozoficzne są prawdziwe. No tak. To przyznanie się do niezaradności w myśleniu u Fjałkowskiego jest szerszym problemem, który obserwuję od dawna u wielu innych ateistów. Poza tym jeśli Fjałkowski nie jest w stanie rozstrzygnąć, które poglądy filozoficzne są prawdziwe, to czemu używa ich w dyskusji, powołując się na różnych filozofów, takich jak choćby David Hume? To kolejna sprzeczność i niespójność u Fjałkowskiego. Nie pierwsza i nie ostatnia. Przygotujcie się na więcej.
Od 2:08:32 Fjałkowski odpowiadając na pytania publiczności stwierdził, że świat bez chrześcijaństwa byłby dużo gorszym miejscem do życia niż jest teraz. Gustavsson trafnie to skomentował (od 2:10:33), że to co Fjałkowski mówi brzmi prawie jak przyznanie, że chrześcijaństwo jest najlepszą opcją, nawiązując do tytułu debaty i tezy, której Gustavsson bronił, że chrześcijaństwo jest najlepszą opcją, choć Fjałkowski temu zaprzeczał. A teraz Fjałkowski potwierdził to, czemu zaprzeczał. Kolejna niespójność i niekonsekwencja w wywodach Fjałkowskiego. Mówiłem, że będzie tego więcej.
Od 2:15:22 Fjałkowski odpowiadając na pytania publiczności stwierdził, że chrześcijaństwo zawiodło, ponieważ w niektórych krajach nastąpił spadek liczby chrześcijan. Warto skomentować ten pozorny wykwit geniuszu u Fjałkowskiego. Otóż Fjałkowski zapomniał, że liczba wyznawców danego poglądu nie jest skorelowana ze słusznością tego poglądu. Na przykład w Średniowieczu większość społeczeństwa i świata akademickiego wierzyła, że Słońce krąży wokół Ziemi. Pogląd ten okazał się błędny. Fjałkowski zapomniał co mówił Jezus, który nauczał, że w dniu Jego powrotu znajdzie raczej mało wiary w Niego na świecie (Łk 18,8). Przypomnijmy sobie też przypowieść o ciasnej bramie, przez którą niewielu wchodzi do Królestwa Bożego (Mt 7,14). Dużo więcej ludzi przejdzie przez szeroką bramę, która wiedzie na potępienie. Tu po raz kolejny widać jak płytkie i powierzchowne jest rozumowanie Fjałkowskiego, który słuszność danego poglądu utożsamia z liczbą wyznawców tego poglądu. Ale nie ma tu korelacji. Nie jest zresztą prawdą, że statystyki liczby chrześcijan na świecie wypadają na niekorzyść chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo cały czas jest najszybciej rozwijającą się religią, zahamowanie nastąpiło jedynie w Europie Zachodniej. Pisaliśmy o tym więcej tutaj:
https://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/czy-koscio-katolicki-upada-mity-sekularystow,1575.htm
Od 2:32:30 Fjałkowski stwierdza, że nie wie jaka jest obiektywna rzeczywistość. W sumie jest to ciekawe wyznanie. Fjałkowski wygłasza tylko swoje prywatne i subiektywne opinie, które są tym samym niewiele warte.
Fjałkowski próbował też przeinaczyć argumentację Gustavssona, który powiedział, że nie można sobie przyjąć jedynie wybranych elementów chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo ma sens jedynie w całości lub wcale. Fjałkowski powołał się na to (od 2:17:36) gdy Gustavsson odpowiedział jednemu ateiście z publiczności, że bez względu na to czy przyjmie on chrześcijaństwo, czy nie, jest ono prawdziwe. Jak widać, Gustavsson mówił tu o czymś zupełnie innym niż wybieranie sobie tylko tego, co wygodne z chrześcijaństwa. Fjałkowski ewidentnie próbował przeinaczyć argumentację Gustavssona.
W swej mowie końcowej Fjałkowski ponownie wpadł w nienawistny amok przeciw biblijnemu Bogu (bardzo czekał na swe przemówienie końcowe, o czym wspomniał kilkakrotnie w czasie debaty, między innymi wtedy, gdy Stanisław Sylwestrowicz postanowił skrócić tę debatę i zaproponował rezygnację z mów końcowych). Od 2:39:10 Karolek oskarża Boga o to, że ten ostatni pozwolił Izraelitom zabrać od Egipcjan różne rzeczy przed wyjściem z Egiptu i nasłał plagi na Egipcjan. O co Fjałkowski się tu czepia? Jak zwykle nie ma o co. Skoro to Bóg jest właścicielem całego Wszechświata i skoro to Bóg jest właścicielem życia każdej istoty, jako jej stwórca, to również i Bóg jest właścicielem tego, co pozwala zabrać Egipcjanom, z ich życiem w ramach kary włącznie. Nie można przecież ukraść własnego portfela. Fjałkowski znowu zaprzecza sam sobie. Dopiero co twierdził, że nie wie jaka jest obiektywna rzeczywistość (od 2:32:30), po czym za chwilę już niby wie, bo ogłasza wyroki moralne przeciw Bogu. Jak pamiętamy, Fjałkowski wyraźnie przyznał, że jeśli Boga nie ma, to nie ma też obiektywnej moralności i nie ma też rozróżnienia pomiędzy tym, co dobre i złe. No więc jeśli Boga nie ma, a w to Fjałkowski wierzy, co wyznał w mowie podsumowującej i wstępnej w swej debacie z profesorem Jackiem Wojtysiakiem (Fjałkowski powiedział tam, że Bóg został jedynie wymyślony), to w takim razie kradzież w niczym nie różni się pod względem moralnym od wpłacenia datku na jakąś organizację dobroczynną. Po raz kolejny widzimy, że Fjałkowskiemu chodzi jedynie o wywołanie negatywnych emocji u słuchaczy przeciw Bogu, a nie o spójne i konsekwentne stanowisko. To ostatnie już Karolka nie interesuje.
Od 2:40:14 Fjałkowski kompromituje się jeszcze bardziej, gdy czepia się Boga o to, że Bóg wykorzystuje różne niecne uczynki Egipcjan oraz zwykłych ludzi do zademonstrowania swojej chwały. A co w tym złego, Karolku? Czyją chwałę Bóg ma demonstrować, twoją zamiast swojej? A kim ty niby jesteś? W zasadzie to nikim. Pyłem gwiezdnym, który bluźni swojemu Stwórcy. Fjałkowski karykaturuje czyny Boga i robi z Niego tyrana. Ale to tylko złośliwa karykatura Fjałkowskiego. Bóg ma prawo karać nieposłusznych Mu Egipcjan, gdyż jest moralnym sędzią. Bóg jest sprawiedliwy i ma prawo to robić, podobnie jak sędziowie ludzcy, którzy wymierzają karę różnym złoczyńcom. I nikt z tego powodu nie nazywa tych sędziów „tyranami”. No może poza tymi złoczyńcami. Podkreślał to również Gustavsson w debacie. Złośliwa retoryka Fjałkowskiego przeciw Bogu nie jest niczym nowym i jest typowa dla ateistów, którzy są w stanie buntu przeciw Bogu. To właśnie oni są tymi złoczyńcami, którzy wiedzą, że podpadli boskiemu Sędziemu.
Od 2:40:39 Fjałkowski manipuluje słuchaczem gdy wmawia mu, że karanie zbuntowanych przeciw Bogu Egipcjan jest wyrazem miłości Boga. Ale to jest właśnie jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem w wykonaniu Fjałkowskiego, które ponownie ma na celu oddziaływanie jedynie na emocje słuchacza.
Od 2:40:48 Fjałkowski znowu oszukuje widzów sugerując im, że Bóg wpływa na decyzje ludzkie i całe losy świata. Jednak nie jest to prawda. Bóg jedynie wykorzystuje wolne decyzje ludzi i przypadkowe zdarzenia na świecie do swych celów, ostatecznie przemieniając każde zło w dobro. Fjałkowski manipuluje słuchaczami, cytując nie tylko Biblię, ale także Katechizm Kościoła Katolickiego i Westminsterskie Wyznanie Wiary, które naciąga pod swe fałszywe tezy.
W swej mowie końcowej Fjałkowski powtarza od nowa te same głupoty, że można sobie niby wybrać z chrześcijaństwa tylko to, co wygodne, resztę odrzucając, choć Gustavsson w czasie swych replik dobitnie wykazał Fjałkowskiemu, że taki pogląd jest niespójny i irracjonalny (od 36:55 i od 43:18). Fjałkowski często uderza w Boga powołując się na przykład Auschwitz. Tak też zrobił w swej mowie końcowej w debacie z Gustavssonem. Ale taka erystyka ma na celu jedynie emocjonalne podburzenie odbiorców przeciw Bogu. Jest to bardzo charakterystyczny dla ateistów błąd logiczny argumentum ad misericordiam. Przecież zarazem ten sam Fjałkowski przyznaje, że statystyki wskazują na odchodzenie społeczeństwa zachodniego od Boga chrześcijańskiego. W tej sytuacji powstaje pytanie: czemu Bóg miałby interweniować i ratować cywilizację, która Go porzuciła i już nie potrzebuje Go? Ta charakterystyczna u Fjałkowskiego niekonsekwencja pojawia się zresztą u wielu innych ateistów, którzy z jednej strony złorzeczą Bogu i nie życzą sobie, aby On wtrącał się w ich życie osobiste, a jednocześnie obwiniają Boga o to, że nie wtrąca się w ich życie osobiste wtedy, gdy akurat dzieje się im krzywda i jest im to potrzebne. To w końcu Bóg ma się wtrącać w życie ateistów czy nie? Zbuntowani ateiści pokroju Fjałkowskiego chcą zjeść ciastko i mieć je nadal. Traktują Boga jak ducha z lampy Aladyna, który ma spełniać wyłącznie ich zachcianki. Poza tym Bóg jest im już niepotrzebny i może się wypchać.
Podsumowanie
Karol Fjałkowski przegrał kolejną debatę z apologetą chrześcijańskim. Nic nowego, bowiem Fjałkowski przegrał wszystkie debaty, jakie odbył kiedykolwiek z chrześcijanami. Fjałkowski nie powiedział nic nowego w debacie z Gustavssonem, czego nie mówiłby już wcześniej. Poszedł na łatwiznę, wygłaszając ciągle te same wewnętrznie sprzeczne bzdury i przeinaczenia słów Jezusa (Fjałkowski nadal nie rozumie takich semickich środków wyrazu jak hiperbola). Wciąż ta sama sieczka, którą podaje on swojej bezmyślnej trzodzie. Przedzieranie się przez ten wewnętrznie sprzeczny i niespójny bełkot jest mało wdzięcznym zajęciem, wziąwszy pod uwagę jeszcze to, że Fjałkowski zaczął powtarzać się i popada w autoplagiaty. Fjałkowski ewidentnie rozleniwił się i spoczął na laurach. Przy okazji roztył się. Słabo przygotował się do debaty z Gustavssonem i nie przyłożył się po prostu.
Karol Fjałkowski uchodzi w oczach ludzi zbuntowanych wobec Boga i miłujących swój grzech za kogoś, kto jest niezwykle bystrym, mądrym, spostrzegawczym, elokwentnym i wybitnym intelektualistą. W rzeczywistości są to tylko pozory. Uprawiana przez Fjałkowskiego wewnętrznie sprzeczna erystyka jest tylko chaotycznym zbiorem bardzo płytkich ujęć różnych zagadnień, banałów, uproszczeń, manipulacji, sprzeczności, chochołów i tanich trików, na które mogą nabrać się jedynie wyznawcy jego sekty i nieobeznani w temacie laicy. Zauważył to już swego czasu Łukasz Nysler, który również debatował z Fjałkowskim. Jak najbardziej możemy mówić już o tym, że Fjałkowski zebrał wokół siebie coś na kształt sekty, której członkowie fanatycznie bronią jego wątpliwego autorytetu gdziekolwiek tylko się da. Oni nie tyle zostali oszukani. Oni chcą być cały czas oszukiwani, aby w ten sposób stłamsić swe zbuntowane przeciw Bogu sumienie i serce, które za wszelką cenę szuka usprawiedliwienia do trwania w grzechu. Na tym dokładnie polega całe to zjawisko i fenomen takich szarlatanów jak Fjałkowski. Jeśli się na to nabrałeś i dałeś się na to wszystko złapać, to jesteś po prostu głupi. Sorry, ale inaczej nie można tego nazwać. Dla wyznawców z sekty Fjałkowskiego nie ma znaczenia co on mówi i jakie są konsekwencje tego, co on mówi. Istotne jest tylko to, jak on to mówi. Fjałkowski intonuje swoje wypowiedzi w taki sposób, że pozornie brzmią one bardzo mądrze i przekonująco. Może to być kompletny bełkot (i jest) lub co najwyżej zbiór wyświechtanych banałów i błędnych uproszczeń, ale dla wyznawców Fjałkowskiego nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się wyłącznie efekciarstwo i dobre wrażenie. Dokładnie ten sam efekt wykorzystują nasi zakłamani do szpiku kości politycy. Ktoś, kto chce wytrwać w swym grzechu, znajdzie sobie dowolny pretekst aby w nim wytrwać, nawet najbardziej absurdalny pretekst. I ten właśnie mechanizm jest wykorzystywany w przypadku Fjałkowskiego.
Szkoda czasu na słuchanie Fjałkowskiego. On uprawia tylko gierki słowne. Przez ten czas lepiej obejrzeć sobie coś ciekawszego. Fjałkowski przegrał wszystkie debaty, bo nie można wygrać żadnej debaty twierdząc, że nic się nie wie i nie ma się żadnego stanowiska, wygłaszając jednocześnie co chwila jakieś stanowisko i roszcząc sobie pretensje do wiedzy. Fjałkowski tonie po uszy w sprzecznościach i nigdy już z nich nie wyjdzie. Musiałby zaniechać publicznej działalności, aby przestać zaprzeczać sobie samemu, ale tego oczywiście nie zrobi, bo jest klasycznym przypadkiem narcystycznego atencjusza spragnionego poklasku.
Verificator, marzec 2025.